Roni

Pierwsze koty za płoty. Zawsze mam problem z początkiem pisania. Czuję się źle – fizycznie źle, gdy na ekranie monitora jest pusto. Kiedy już wymyślę pierwszy pomysł i go pokrótce opiszę – napięcie znika. Mam swojego rodzaju koło ratunkowe – “coś już mam”. Teraz będzie łatwiej.

Ten post będzie o cierpliwości.

W ramach rozprawek biznesowych chciałbym dziś opowiedzieć o moim znajomym, można nawet powiedzieć, że dobrym znajomym – choć, co moim zdaniem jest dosyć śmieszne – nigdy go osobiście nie spotkałem…

Roniego poznałem przez Internet. Jego współpracownik znalazł moją firmę (www.bongo.pl) poszukując w Polsce rynku zbytu dla bardzo ciekawych gadżetów wynalezionych i sprzedawanych przez Roniego. Trzeba przyznać, że miałem sporo szczęścia, że akurat trafiło na mnie. Po kilku skype’owych rozmowach ze współpracownikiem, skontaktował się ze mną Roni. Zaprezentował kilka gadżetów, które zrobiły na mnie duże wrażenie. Poprosiłem go o próbki, zgodził się bez problemu. Pokrył także koszty wysyłki z Izraela. Zainwestował. Przede wszystkim swój czas. Dokładnie opisał mi każdy z produktów. Zasugerował do jakich firm powinienem z nim się udać. Cierpliwie odpowiadał na wszelkie pytania…

Model biznesowy Roniego jest bardzo prosty. Ma umiejętność wymyślania ciekawych gadżetów reklamowych o dużym potencjale marketingowym. W przeciwieństwie do nudnych długopisów, smyczy i notesików – jego produkty to Ferrari wśród gadżetów. Tutaj wymienię tylko jeden gadżet – hiperkartę – tak nazwałem ten produkt na rynku polskim. Dokładny opis tego sprytnego dingsu znajdziecie tutaj. Jest to gadżet o rozmiarach karty kredytowej, którą wsuwa się do wózka sklepowego zamiast monety dwuzłotowej. Jest to z jednej strony bardzo praktyczny diwajs z drugiej – doskonały nośnik reklamy. Konsument ma przed oczami reklamę produktu – właśnie wtedy gdy dokonuje zakupu. Czy może być lepszy czas lub miejsce na wystosowanie przekazu marketingowego? To genialne rozwiązanie jest po prostu marketingowym strzałem w dziesiątkę!

… problem polegał na tym, że tylko ja tak uważałem. Przez ponad rok żadna firma nie zainteresowała się poważnie zakupem hiperkart. Owszem bariera minimalnego zakupu 50 tysięcy sztuk zostawia na polu gry tylko największych graczy, ale i takich u nas w kraju nie brakuje. Przez ponad rok starałem się (z większym lub mniejszym zapałem) sprzedać ten produkt. Bezskutecznie.

Co zrobiłaby większość producentów. Co zrobiliby na miejscu Roniego? Uznaliby, że w pewnym momencie czas postawić na innego konia. Tym bardziej, że z Polski zgłaszały się do niego inne firmy, które chętnie wzięłyby kilka jego gadżetów pod swoje skrzydła. Jednak Roni wszystkie te firmy kierował do mnie. Lojalność? Przyznacie rzadka to cecha w naszych czasach.

Teraz czas na hepiend.

Z początkiem tego roku pojawiło się pierwsze zamówienie na hiperkartę. Duża firma zdecydowała się oprzeć na niej swoją promocję. Po ponad roku i pół spławik drgnął i złowiliśmy z Ronim grubą rybę. A czujemy, że obok haczyka kręci się teraz kilka większych sztuk. Polska to dziwny kraj… jak słusznie zauważył mój przyjaciel – każdy boi się zrobić ten pierwszy “inny” krok. Użyć do promocji gadżetu, którego nikt inny jeszcze nie użył… bo co się stanie jeżeli promocja nie wypali… lepiej przecież skorzystać ze starych, sprawdzonych metod… ale skoro ktoś już zrobił ten “inny” krok…

Roni chyba w końcu się doczekał.

Innym także życzę cierpliwości.

Explore posts in the same categories: Biznes

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.